Prysznic na dziko? Spokojnie, mamy rozwiązanie – test w podróży
Dwa miesiące w drodze wymagają przygotowania – zwłaszcza kiedy jednym z warunków jest niezależność, czyli tak zwane podróżowanie na dziko.
Piękne krajobrazy nie zawsze idą w parze z infrastrukturą. A kiedy śpisz poza kempingami, z dala od zatłoczonych miejsc z pełnym dostępem do wszystkiego, pojawia się pytanie: co z higieną?
Nie zamierzam tutaj rozpisywać się o alternatywach czy kreatywnych sposobach radzenia sobie z brakiem prysznica. Chcę po prostu przedstawić nasz sprawdzony sposób na prysznic w kamperze.
Wiadomo – worek solarny wiszący na lusterku też załatwi sprawę. Czasem jest basen, siłownia, prysznic na stacji benzynowej. Rozwiązań jest wiele. Ale każde z nich w mniejszym lub większym stopniu wpływa na planowanie. A my chcemy niezależności.
Do dzieła.
Domowe SPA w VW California? Brzmi śmiesznie… ale to działa
Od momentu, gdy usprawniliśmy Cali, dokładając bojler Elgena, podróże stały się po prostu wygodniejsze. Naturalnym kolejnym krokiem było wyposażenie auta w prysznic wewnętrzny. Pytanie brzmiało czy to zadziała? Czy rozkładanie, składanie, suszenie nie będą zbyt upierdliwe.
Jak pomieścimy całość w aucie ?
Kompaktowe rozmiary Volkswagena California nie ułatwiają tematu. Wieczorny prysznic czy szybkie mycie to przecież luksus zarezerwowany dla pełnowymiarowych kamperów.
Ale udało się.
System prysznicowy – prosty i skuteczny
Zestaw, który po złożeniu mieści się w szufladzie pod siedzeniem. Mocowany na rzepach, ze szczelnym brodzikiem – dokładnie tego szukaliśmy. Prysznic w podróży? Korzystamy, kiedy zachodzi potrzeba. Fajnie mieć taką możliwość
Dzięki bojlerowi mamy wystarczająco dużo ciepłej wody dla nas dwojga. Idealnie – bez marnowania i bez zimnych niespodzianek.
Zasilamy wszystko przez stację EcoFlow Delta, która obsługuje nas też na wiele innych sposobów. Ale o tym – w osobnym wpisie. To historia o elektryce w trasie ;).
Słońce sprzymierzeńcem – jak wygląda prysznic w praktyce
Najlepsze warunki do podgrzewania wody mamy koło południa. Słonce świeci mocno a zestaw solarny pracuje z pełną mocą. Woda grzeje się około 15 minut.
Stacja zasilania sygnalizuje, że zużyliśmy 20–30% na jej doładowanie potrzebujemy około 3 godzin.
Potem prysznic – jeden po drugim. Brodzik spokojnie wystarcza dla dwóch osób, pod warunkiem że nikt się nie guzdrze.
Po wszystkim ręczniki i reszta lądują na zewnątrz – godzinka i wszystko suche, składamy , wrzucamy do szuflady i załatwione. Prosto, sprawnie, działa.
Prysznic w kamperze – komfort bez kombinowania
Trochę jak domowa łazienka, tylko że… bez łazienki. Wszystko rozkładamy w kilka chwil. Co fajne – pasażer może zostać w środku, bez konieczności wychodzenia z auta. Prysznic ląduje w środkowej części samochodu i trzyma się dobrze dzięki rzepom.
Uchylamy górne okna namiotu – to wystarcza, żeby mieć sensowną wentylację. Zostaje tylko kwestia wody z brodzika. Na razie wylewamy ją do zbiornika na szarą wodę, ale ten temat jeszcze przed nami. Trzeba będzie pomyśleć o czymś lepszym po powrocie.
Podsumowanie – dla kogo to rozwiązanie?
Jeśli planujesz wyjazdy dłuższe niż weekend, jeśli chcesz zatrzymać się w wyjątkowych, dzikich miejscach – bez szukania kempingów i kompromisów – to ten system naprawdę robi różnicę.
Albo jeśli po prostu lubisz się porządnie spocić na treningu, pojeździć po górach na rowerze a potem zostać na noc w swojej Californii – tak, zdecydowanie polecamy.
W naszej ocenie to nie dodatek. To coś, co po prostu staje się niezbędne, kiedy chcesz być czysty bez kombinowania w podróży.
